Dreams are renewable. No matter what our age or condition, there are still untapped possibilities within us and new beauty waiting to be born.

-Dale Turner-

piątek, 20 kwietnia 2012

lost in a background of blue...


Ale mi ta piosenka pasuje do treści. Jakby ktoś ją specjalnie do tego napisał ^.^ 




Rozdział 15

Park o tej porze roku był naprawdę piękny. I nie chodzi mi tylko o zielone drzewa, bujną trawę czy ćwierkające ptaki. Ci weseli ludzie, perlisty śmiech dzieci, zakochane pary, to była właśnie magia lata. Taka totalna beztroska. Siedziałem sobie nad jeziorem i po prostu obserwowałem, ciesząc się z każdego promyka słońca. Za godzinę zaczynał się mój pierwszy wykład. Kto by pomyślał, że dostanę się na Royal Academy of Art. Do tej pory trudno mi uwierzyć, że zaakceptowali mój napięty grafik i jeszcze dziękowali, że wybrałem ich szkołę. To teraz znów się zacznie. Nowa szkoła, nowi ludzie… Nie chodziło o to, że byłem nieśmiały Kochałem sytuacje, gdzie mogłem poznawać nieznane mi osoby. Powoli odkrywać ich charakter i coraz bardziej angażować się w relacje z nimi. Zdobywać zaufanie i ufać. Dawałem szansę każdemu. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydawał się nieciekawą postacią, to pod tą pokrywą nieśmiałości mogła być fascynująca osobowość. Już dawno zdałem sobie sprawę, że pierwsze wrażenie jest ważne, ale nie najważniejsze. Niektórych po prostu trzeba poznać. Ale odkąd byłem sławny sprawy się pokomplikowały. Otaczał mnie tłum fałszywych ludzi, którzy uwielbiali mnie tylko za to, że jestem w One Direction.  Byli świetnymi aktorami. Ich selekcja była bardzo trudna, prawie niemożliwa. Dlatego przestałem ufać wszystkim. Zostali mi tylko przyjaciele z przed X-factor i oczywiście moja kochana piątka. Czemu piątka? Bo Klara też stała się częścią zespołu. One Direction to nie jest zespół muzyczny. To jest rodzina.. I nawet gdy ludzie nas zostawią i pobiegną za inną nowinką muzyczną, my będziemy trwali zawsze. My i ci nasi prawdziwi fani. A na razie musieliśmy tkwić w tym chorym układzie. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam tą moją popularność, to że świat mnie kocha i akceptuje to co robię. Czuję się taki wszechmocny i niepokonany. Tylko czasem jestem najzwyczajniej w świecie zmęczony. Zmęczony ciągłym obserwowaniem moich ruchów przez cały glob. Zawsze do namierzenia. Zero prywatności. Ale wiem, że taka jest cena bycia osobą publiczną. Od początku wiedziałem i jestem gotowy ją ponieść.
 Pierwszymi zajęciami jakie miałem była historia sztuki. Potężny, wysoki mężczyzna wszedł do auli i wziął mikrofon. Jego tubalny głos rozniósł się po całym pomieszczeniu, docierając w najdalsze zakamarki.
- Witam was wszystkich bardzo serdecznie. Nazywam się Ernest Walker i będę starał się wam przybliżyć historię sztuki. Niektórzy z was mogę sobie zadawać teraz pytanie – a po co nam to? Przecież my chcemy zostać aktorami – I to jest pierwszy błąd. Nie możemy zajmować się czymś, nic o tym nie wiedząc. Zaglądając do wcześniejszych epok poznamy różne motywy, perspektywy, inne sposoby oddawania tych samych emocji. Te wykłady nie mają zaśmiecić wam głowy niepotrzebnymi datami, lecz nauczyć wszechstronności, rozszerzyć wasze horyzonty. Nic nie tworzy się z niczego. Dopiero gdy wyciągniecie coś z każdej epoki, każdy coś innego i dodacie szczyptę siebie, to się złoży w niepowtarzalną całość. Wtedy nabędziecie tego swojego stylu. Jedynego i charakterystycznego tylko dla was. Mam nadzieję, że was przekonałem do tego, że ten przedmiot jest jednak ważny. A teraz do rzeczy. Jak nietrudno się domyślić zaczniemy od teatru antycznego. Odkąd uczę, a to już będzie z trzydzieści lat. zawsze przy tym temacie zadaję pewien projekt. Dobierzecie się w pary i każdy was dostanie jakiś dramat. Nie chodzi mi tutaj o to, żebyście napisali mi pracę, czy zrobili prezentację multimedialną. Powiedzmy sobie szczerze, z takiego przedstawiania tematu nikt nic nie wynosi. Wy mi  to wystawicie. To ma być jeden, duży projekt. Połączenie informacji o autorze z opowiedzeniem fabuły. Nie wymagam całego przedstawienia. Tylko charakterystyczne fragmenty, żebyśmy zapamiętali o czym ten dramat był. No to teraz ręce do góry, kto chce być w parze z naszą gwiazdą – skończył monolog. W tym samym momencie zobaczyłem las rąk. Jejku, co za ludzie. Ja wiem, że mnie kochają, ale chyba w ogóle nie myślą. Przecież ja nie mam czasu na projekty i będzie się trzeba do mnie dostosowywać. No ale co poradzić, takie życie. Jeszcze raz obiegłem wzrokiem całą aulę. Tylko jedna osoba się nie zgłosiła. Wykładowca też ją zauważył.
- O widzę, że pani bardzo garnie się do pracy z naszym celebrytą. No to proszę się skontaktować po zajęciach, już was zapisuję. Przedstawicie mi dzieło Longosa – Dafnis i Chloe. Pozostałe pary mogą się dobrać same. Proszę  przyjść do mnie po lekcji to zrobię listę.
 Reszta zajęć upłynęła normalnie. Profesor Walker mówił coś chyba o podstawach budowy tragedii antycznej, ale do mnie jego słowa nie docierały. Cały czas przyglądałem się mojej nowej współpracownicy. Była taka piękna. Jej porcelanowa cera, blond fale i duże, błękitne oczy ukryte za okularami… to wszystko sprawiało, że wydawała się taka eteryczna,  magiczna, nieśmiała. Była jak nieoszlifowany diament pośród tego fałszu i sztuczności. Taka niewinna, taka delikatna. Zaczarowała mnie. Od razu po zajęciach pobiegłem do niej, prawie zabijając się o własne nogi.
- Cześć. Będziemy robić razem ten projekt. Wołają mnie…
- … tak, wiem kim jesteś. Wszyscy wiedzą. Jestem Jasmin. A teraz przepraszam, ale muszę lecieć. Mam zajęcia na drugim końcu uniwersytetu, a jeszcze nie znam dokładnego układu sal. Kiedy możemy omówić ten projekt? – jej głos idealnie pasował do całej reszty. Taki delikatny i jedwabisty. Stałem z otwartą buzią i zabrakło mi słów. Nie no, trzeba się ogarnąć. Wychodzisz na jeszcze większego idiotę niż zawsze.
- No to może masz czas po zajęciach? Znam taką jedną fajną małą kawiarnię. A w ogóle masz pięknie imię ,Jasmin. Takie eteryczne. Aż chciałoby się napisać o Tobie piosenkę. – słowa same mi się wyrwały. Dziewczyna spojrzała na mnie dziwnie i chyba lekko się zawstydziła, ale nie dała tego po sobie poznać.
- Może być. To ja już muszę naprawdę iść. Sam rozumiesz. – rzuciła i już jej nie było. Jeszcze chwilę wpatrywałem się w oddalającą się sylwetkę, która powoli znikała z mojego pola widzenia, lecz potem musiałem wrócić do normalności. Choć słowo normalność, chyba nie jest odpowiednie. A więc musiałem wrócić do podpisywania autografów, robienia zdjęć i szerokiego uśmiechania od którego, bolą mnie już wszystkie mięśnie mimiczne twarzy. Ale to w tej chwili nie było ważne. Nic nie było ważne, oprócz cudownej nieznajomej.
  Stałem przed uniwersytetem i uparcie wpatrywałem się w potężne drzwi. Czekałem już dobre piętnaście minut, a dziewczyny dalej nie było. Możliwe, żeby zapomniała? Wszystkie inne byłyby w siódmym niebie, że gdzieś ze mną idą. Ale ona była inna. I chyba właśnie tym mi imponowała. Nie skakała, nie piszczała i ani trochę się nie ekscytowała tym, że jestem sławny. W końcu ją zobaczyłem. Wybiegła i niczym łania zeskoczyła ze schodów.
- Przepraszam, ale rozmowa z profesorem Spencerem mnie pochłonęła. Sam rozumiesz, chodziło o rozwój ekspresji ruchu na przełomie wieków. No, ale nie ważne. Nie o tym mieliśmy mówić. Do rzeczy. Czytałeś w ogóle Dafnis i Chloe?  Jak nie, to przykro mi, ale będziesz to musiał nadrobić. I to w miarę szybko.
- Tak, no pewnie. Jak mógłbym nie czytać. Ale musimy od razu o tym rozmawiać? Może lepiej byłoby się najpierw poznać, skoro mamy razem pracować ?
- Przepraszam, ale mam mało czasu. Weźmy się do pracy. To może najpierw ustalimy w jakiej formie chcemy to zrobić. Tak się nad tym zastanawiałam i wydaje mi się, że najlepsze będzie najpierw opowiedzieć o samym Longosie, może z użyciem jakiś rekwizytów, a potem przedstawić najważniejsze fragmenty, tak jak powiedział profesor. Wypożyczyłam już dwie książki. Jak będziesz miał czas to ją przeczytaj, żeby sobie odświeżyć pamięć, a potem spotkamy się, żeby wybrać te sceny. – dziewczyna mówiła o tym wszystkim z taką pasją i zaangażowaniem, że nie byłem w stanie dojść do słowa. Choć i tak nie mógłbym nic powiedzieć. Więc byłem tylko biernym słuchaczem. Cholera, trzeba by zrobić jakieś dobre wrażenie. Wyszedłem już z wprawy. Od jakiegoś czasu ludzie uwielbiają mnie tak od ręki.
- Tak, tak będzie idealnie. Mówiłem Ci już, że masz śliczny uśmiech? To znaczy ładny. O, a tamto drzewo też jest ładne, nie uważasz?
- Tak, jasne. Rozumiem. No to chyba by było na tyle. Jak przeczytasz to wtedy się jakoś umówimy. To ja lecę – rzuciła z dalej zdezorientowaną minę i już miała sobie pójść. Odruchowo złapałem ją za nadgarstek. Dobra, to teraz trzeba wymyślić jakieś dobre usprawiedliwienie. Szlag. O chyba wiem.
- Czemu Ty mnie tak nie lubisz? Nie rozumiem tego. – słowa same mi się wyrwały. Ale przynajmniej się dowiem i może to zmienię.
- Wyjaśnijmy sobie jedną sprawę. Nie jestem jedną z waszych fanek. Może i macie fajną muzykę, ale to by było na tyle. Nie będę się ekscytowała tym, że jesteś sławny i dawała ci przez to taryfę ulgową. Zostaliśmy przydzieleni do tego projektu razem, to już trudno. Jak sam widziałeś, wcale tego nie chciałam. Nie mam też zamiaru się z Tobą zaprzyjaźniać. Znam takich jak Ty. Wesoły, uśmiechnięty, pewny siebie postrzeleniec, który myśli, że może wszystko. Ale prawda jest taka, że w niczym nie jesteś lepszy, od innych studentów. Może tam, na zewnątrz masz o wiele większe przywileje, ale wraz z wejściem do akademii stajesz się zwykłym człowiekiem. I mam nadzieję, że to rozumiesz. A teraz z łaski swoje mnie puść i idź to domu czytać tą książkę. I radzę Ci, żebyś się postarał, bo w przeciwieństwie do ciebie, dla mnie to nie jest zabawa – powiedziała lodowatym głosem. Nie wiedziałem co się nagle stało. Wydawała się być taka spokojna, nieśmiała, a tu nagle taki oskarżycielski monolog.
- Dlaczego mnie tak od razu oceniasz? Nie znasz mnie. Nie wyglądałaś na osobę, która łatwo ulega stereotypom. Daj mi szansę. Jedną jedyną. Udowodnię Ci, że nie jestem nadętym gwiazdorem. Proszę.
- Niby czemu miałbyś być inny? Podaj mi jeden argument.
- Bo… bo ja jestem taki fajny. I wszyscy mnie lubią. I mam takie białe ząbki i chochliki w oczach. A jak będziesz potrzebowała jakiejś pomocy to ja dla Ciebie wszystko zrobię. – znowu najpierw powiedziałem, zanim pomyślałem. Już sobie wyobrażam jakie musi mieć o mnie zdanie. – Yyy… to znaczy ja po prostu uczynny chłopak jestem. Wiesz taki pomocny krasnoludek.
- Oj śmieszny jesteś – prychnęła pod nosem, a kąciki jej ust lekko uniosły się ku górze
- Czyli jednak mam jakąś dobrą cechę?
- Chyba masz rację, za wcześnie mi to oceniać. I może trochę przesadziłam. Gorszy dzień. Zacznijmy od początku. Jestem Jasmina, a Ty?
- Miło mi Cię poznać Jasmino. Wołają mnie
- To się jeszcze okaże czy miło mnie . Uważaj, bo bywam  naprawdę nieznośna.  – znowu się wtrąciła
- Dasz mi wreszcie dokończyć? Mam na imię Louis.

-------------------------------------------------------------------------
Zaskoczone ? Brawa dla Young bo tylko ona wspomniała o naszym kochamy Louisie :D Wiecie co, żeby was tak łatwo zmylić... Nie tylko Niall bywa głodny :p No w każdym razie już wiecie ^.^ Przepraszam. Naprawdę bardzo was przepraszam za to, co jest nad tą przerywaną linią. Chyba jeszcze nigdy nie napisałam czegoś równie złego. Tadam oto właśnie dno mojej twórczości. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i uznacie to za jednorazowy incydent. Zwalmy winę na egzaminy, które są już za 3 dni ! Masakra jakaś. No ale nie ma dla mnie ratunku… Pech. Następny rozdział najprawdopodobniej za tydzień. Jadę sobie na majówkę do mojego domku w góry, to będę całym dniami przesiadywała w lesie/ogrodzie i dla was pisała ^.^ A tak w ogóle to mam do was pytanie. Bo chodzi o to, że oprócz tego opowiadanie piszę jeszcze coś zupełnie innego. Pamiętnik niedoszłej samobójczyni zamkniętej w szpitalu psychiatrycznym. To jest na pewno poważniejsze i w wielu momentach przerażające. Vick po przeczytaniu tego powiedziała, że zaczyna się mnie bać ;) No w każdym razie, czy którakolwiek z was czytałaby coś takiego, jeśli zdecydowałabym się to opublikować?  I nie piszcie mi, że będziecie czytać wszystko co napiszę, tylko się zastanówcie…  Dobra a teraz czas na tradycyjne podziękowania. Jesteście niesamowici. Nawet nie wiecie ile te wasze wpisy dla mnie znaczą Najbardziej jestem wdzięczna pewnym dwóm osóbką, których tu nie wymienię, bo ostatnio usłyszałam od jednej z nich ,,Ty mi już tak nie dziękuj” No to Cię nie wymieniłam i się ciesz ;p Dobra to chyba tyle. Jejku zaraz notatka od autora będzie dłuższa niż właściwa treść. Wybaczcie. To ja lecę się dalej uczyć. Trzymacie za mnie kciuki, bo do czwartku mnie już na 100% nie będzie (no chyba, żeby odpowiedzieć na komentarze). No, kocham Was :* 
Wasza Gabi ♥♥

16 komentarze:

Vick pisze...

Ja będę czytać!!!! Ona jest cudowna, ja ją rozumiem i wierzę w to, że oni też ją zrozumieją i polubią. Serio, to jest mistrzostwo. O Jessie się nie wypowiem, bo jeszcze nie widziałam nic z jego punktu widzenia (wgl bd pisać w ten sposób w końcu?), ale ona jest genialna :D W sensie Lissa.
A co do postu: to nie jest beznadziejne! To jest świetne! Ale o tym to ja Ci już mówiłam ;p
Czekam na nn! :D xxxxx

Gabrielle pisze...

Oj Wiki, przecież Ty i tak to już czytasz ;p Będę pisała z jego punktu widzenia, ale z drugiej strony książki. Tak jakby dwa w jednym :D Nie jest świetny, jest do niczego. Oj Ty jedna mogłabyś być ze mną szczera ;p

Vick pisze...

Jestem szczera! Ja nie kłamię! Sugerujesz coś? ;>
+ To fajnie, ja chcę coś od Jessa! Już zaczynasz, czy po Lissie?

Gabrielle pisze...

nie no jasne,że nie. Jesteś zawsze szczera i wszystko co piszę zawsze jest idealne. Jasne ;p Zaczynam. Zabierają mi o 19.00 internet (wiesz, promieniowanie ;p) to jutro będzie pierwszy Jess :D

Aleksja. pisze...

Witam Cię Gabriello :d
Więc tak, gdyby nie fakt jak duża odległość nas dzieli, to zapewne teraz ruszyłabym mój leniwy tyłek z fotela i się do ciebie przeszła. Intryguje Cię jaka sprawa by mnie do tego zmusiła?! No nic, pewnie nie ale ja ośmielę się wypowiedzieć to i owo na ten temat. Jest w sumie kilka powodów no ale po kolei.
1. Robisz mi konkurencję zarąbistym opowiadaniem ale może to i dobrze bo ja mam co czytać ♥
2. Dobijasz mnie gadaniem, że jest beznadziejne i czasami się zastanawiam jak osoba o jak mniemam zdrowych zmysłach może pisać takie... głupoty w notatkach od autora. Patologia.
3. Nie podobał Ci się mój pomysł z aktem małżeńskim! :D
Więc reasumując rozdział jak zwykle genialny, nieziemski i taki... do czytania przyjemny, że jej. Domagam się, żeby nigdy więcej nie pojawiły się takie podteksty negatywne bo jeżeli nie przestaniesz to ja się obrażę! -.-

Justyśka pisze...

kurczak nie zgadłam..ale co tam Louis też może być..:P
Rozdział wcale nie jest zły, mi się podoba..:)

Patrycja_ciacho pisze...

Super rozdział genialny świetny i wszystkie inne pozytywne przymiotniki. A więc tak na początku to nie zgadłam że to Lou obstawiałam Niallera, ale trudno. Jeszcze tego nie było żeby ktoś pisał tak tak emocjonalnie o Lou przynajmniej ja się nie spotkałam z tym. Mam nadzieję, że spikniesz ich ze sobą i wszystko będzie git. Ale nie zapominaj o Zayn'ie i Klarze oni też są ważni. Nie wiem co jeszcze pisać. A myślę ze się nie obrazisz jak zrobię u ciebie promocję mojego bloga więc tak zapraszam do mnie na bloga o 1D oto link
http://onedirectionhistorie.blogspot.com/
Pozdrawiam czytelniczki oraz Naszą Pisarkę:*
Powodzenia na egzaminach trzymam kciuki. Daj znać jak ci poszło<3

Forever Young pisze...

Ha zabłyszczałam tym razem i jako ten rasowy pokerzysta rozwaliłam całą konkurencję xD Szkoda tylko, że w lotka nie mam takiego samego fuksa bo mogłoby być niezwykle interesująco. Przechodząc do konkretów zacznę może od tego, że fakt samego pojawienia się Lou plusuje (tia i pewnie nikt nie wiem kto jest moim faworytem ^^) Jesteśmy na studiach jupi daje nam to wiele ekscytujących tematów i płaszczyzn na których możemy rozegrać akcję. Young w swej chorej czaszce już widzi sceny rodem z American Pie czy innego Wiecznego Studenta.
Jasmina bosz lubię ją za samo imię, jest takie magiczne, inne, niepowtarzalne, bajkowe. Jak Disneyowska księżniczka lub jak jakaś nimfa czy inna boginka. I jej podejście do tematu. 98 % dziewcząt chciałoby mu nieba przychylić a ona jest w tych 2 % które zapytałyby czy z łaski swojej zrobiłby im kanapkę bo są głodne. Burzy stereotyp blondyneczki, bardzo dobrze, jest oryginalna. Nie wywyższa się ale stawia wszystkich na linii prostej, od zainteresowanego zależy czy podskoczy w klasyfikacji czy się poobija spadając.
Co do innego opowiadania, to ja jestem osobiście jak najbardziej za. Powiedziałabym nawet, że lubię wszystko co ma w te zaawansowaną psychozę lub szpital psychiatryczny. No ale jako, że mam zwichrowaną osobowość to inni mogą nie podzielać mojego zdania.
W ogóle to chciałam powiedzieć, że cieszy mnie, że u Ciebie Lou jest zadowolony z życia (bo chyba jest, przynajmniej takie odnoszę wrażenie)to miła odmiana po tym jak u mnie gubi się we wszystkim co się dookoła niego dzieje. Chyba zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że tak go maltretuje, paskudny zamysł artystyczny nie pozwala mi jednak zejść z obranej ścieżki. Bądź dla niego dobra bo inaczej Young go pomści xD
Trzymaj się cieplutko :*

Gabrielle pisze...

Witam Cię Aleksandro
Po pierwsze Twoje opowiadanie jest o niebo lepsze. Przynajmniej moim zdaniem, a chyba mam do niego prawo ;p Po drugie mi się to co piszę naprawdę nie podoba. Ale tak już chyba zawsze jest, że autorka nie jest z siebie zadowolona. Z resztą doskonale o tym wiesz. A co do Twojego pomysłu z aktem małżeńskim... Jak chcesz to mogę zrobić nawet ankietę, czy to jest dobry pomysł i zobaczymy, czy tylko ja jestem do tego tak krytycznie nastawiona ;p

Gabrielle pisze...

Dziękuję. Cieszę się, że przynajmniej Tobie ;) Na początku myślałam, żeby pisać o Harrym, ale potem stwierdziłam, że:
a) za dużo jest już opowiadań, o tym naszym Loczku
b) Louis jest o wiele bardziej fascynującą postacią. Postaram się go pokazać nie tylko od tej strony spontanicznego wariata, ale też inteligentnego, wrażliwego chłopka ;)

Gabrielle pisze...

Dzięki ^.^ Prawie wszystkie obstawiałyście, że to Niall... Jak nietrudno się domyślić coś tam zaiskrzy, ale obiecuję, że to nie będzie taka standardowa historia miłosna o nieśmiałej dziewczynce i gwiazdorze. Mam wiele niespodzianek w zanadrzu :D Tak jak już kiedyś napisałam Zayn i Klara będą na drugim planie, tak jak w pierwszej części był cały zespół. Na pewno w piątek pod notatką wam napiszę jak mi poszło. A właściwie, że to było straszne, potworne i na pewno położyłam to na całej linii. Co zrobić, taka ze mnie wieczna optymistka.Musicie się przyzwyczaić ;)

Gabrielle pisze...

Tak, jeszcze raz brawo Young, tylko Ty nie dałaś się zwieść głodowi Nialla ;) Mówisz sceny z American Pie? Szczerze, to tego nie rozważałam ;p No ale kto wie, co mi się tam w tej chorej główce uroi. Tym bardziej, że o ile nad Klarą jeszcze jakoś panowałam, to Lou żyje swoim własnym życiem i wymyka mi się z pod kontroli... Imienia dla wybranki Lou szukałam strasznie długo, przejrzałam kilkanaście list i w końcu zapytałam Vick, a ona od razu podrzuciła mi Jasmin. Chyba nikt nie zliczy ile razy uratowała to opowiadanie ;) Właśnie o to mi chodziło. Najczęściej jeśli dziewczyna jest mądra i nawet trochę oschła to jest brunetką. A tu bam mamy mądrą blondynkę, a co? ;) Bardzo się cieszę, że spodobał Ci się pomysł z 2 opowiadaniem. Myślę, że zacznę je publikować, ale dopiero na początku czerwca. Muszę mieć więcej napisane, bo do tej mojej Melissy trzeba mieć specjalny humor. To nie jest tak, że siadam, piszę i gotowe. Ona jest za skomplikowana.
To jest dopiero początek, więc wszystko się układa,ale potem... potem będę się musiała chyba przed Tobą chować...

Anonimowy pisze...

Naprawdę świetny rozdział, nie wiem, dlaczego Ci się nie podoba ;P
A co do Louisa, to nie zgadłam- myślałam, że to Harry albo Niall, ale opowiadanie z Louisem może być bardzo ciekawe ^^
I trzymam za Ciebie kciuki na egzaminach :D

Gabrielle pisze...

Nie podoba mi się, bo jest krótki i niespójny, no ale pech... Prawie żadna z was nie zgadła. Jeszcze przypuszczenia, że to Niall rozumiem, ale czemu Hazza? Nie wiem. Dzięki ^.^

Justyśka pisze...

Kiedy dodasz kolejny nowy rozdział..?:)

Gabrielle pisze...

W piątek, albo w sobotę. Miałam małe zacięcie, ale stres po egzaminach opadł, już wena mnie znalazła i będzie ok ;)

Prześlij komentarz