Dreams are renewable. No matter what our age or condition, there are still untapped possibilities within us and new beauty waiting to be born.

-Dale Turner-

piątek, 27 kwietnia 2012

You won't admit to it


Piosenka -  tutaj



Rozdział 16

Niewyobrażalnie dziwne uczucie. W jednej chwili cały świat przestał istnieć. Sprawy, które dotąd były priorytetowe, przestały mieć znaczenie. Liczyła się tylko ona. W jednej sekundzie wywróciła mój świat do góry nogami. Nie widziałem niczego poza jej mądrymi oczami, delikatną niczym porcelana cerą i promiennym uśmiechem. Jej perlisty śmiech i łagodny głos to jedyne dźwięki jakie docierały do moich uszu. Żyłem jak w amoku. Traciłem kontakt z rzeczywistością i powoli zaczynało się to robić niebezpieczne. Tonąłem w błękicie jej tęczówek.  Wpadałem w bezdenną otchłań jej uroku. A do tego wszystkiego dochodził jeszcze ten paraliż, gdy tylko była w zasięgu mojego wzroku. I jak miałem zrobić na niej dobre wrażenie, skoro tak na nią reagowałem? Z moich rozmyślań wyrwało mnie głośnie chrząknięcie. Spojrzałem na postać przede mną mocno zdezorientowany i próbowałem sobie przypomnieć kto to jest. Gdzieś już widziałem tą twarz, ale pytanie gdzie… A no tak, już pamiętam.
- O, to Ty Harry. No tak… właśnie… mówiłeś coś ? Bo jakoś Cię nie zauważyłem – wyjąknąłem trochę zbity z tropu.
- Louis, weź się ogarnij. Pytałem czy pamiętasz, że jutro jesteśmy umówieni na nagrywanie pierwszego singla i trzeba zrobić dodatkową próbę. Wytłumaczysz mi z łaski swojej co do cholery się z Tobą dzieje ? – stał nade mną jak kat i wyczekiwał odpowiedzi. A co ja mu miałem powiedzieć? No bo wiesz Harry, zobaczyłem taką jedną dziewczynę, która mnie totalnie olewa i cały czas o niej myślę? Przecież to nie ma najmniejszego sensu. Trzeba coś wymyślić. A jakbym mu tak powiedział, że chodzi o laskę, ale nie zagłębiał go w szczegóły? Tylko z drugiej strony to mój najlepszy przyjaciel i może powinien znać prawdę. Boże, jeszcze nigdy nie miałem w głowie takiego mętliku.
- Jasmin. – wyszeptałem zawstydzony.
- No i trzeba było tak od razu. No proszę, proszę, nasz Piotruś Pan się zakochał. Najwyższa pora. Powinienem skojarzyć, że zachowujesz się tak samo jak Zayn na początku. To kiedy ją poznamy? – loczek odetchnął z ulgą, a rysy jego twarzy natychmiastowo złagodniały.
- Raczej nie… albo w sumie to może przyjdźcie pod uczelnie po zajęciach. Tylka Harry… bo my tak jakby jesteśmy tylko znajomymi. Nie palnij nic głupiego – odpowiedziałem po chwili. Zrozumiałem, że to jedyna szansa. Może przy chłopkach będę się zachowywał normalnie i pokażę od tej właściwiej strony. 
Tak jak się umówiliśmy cały zespół punktualnie o 16.00 zjawił się pod Akademią. Musiałem się bardzo postarać, żeby jakoś ściągnąć tam dziewczynę, pod pretekstem kłopotów z rolą do naszej prezentacji. Gdy tylko ich zobaczyła od razu odwróciła się na pięcie i chciała odejść. No tak, skoro nie chciała poznać jednego członka One Direction, to co dopiero wszystkich. Harry gdy zobaczył, że sytuacja wymyka się spod kontroli, chciał ją uratować.
- Ooo to chyba ta dziewczyna o której Louis tyle mówi. Jasmin, tak? Miło mi Cię poznać – powiedział mocno, ją przytulając, tak jak on to już ma w zwyczaju. Jednak jej reakcja była zupełnie odwrotna niż innych dziewczyn. Odskoczyła od niego jak oparzona, a w jej oczach zobaczyłem panikę. Nie rozumiałem co się stało. Zapadła niezręczna cisza, którą przerwał Liam
- No to może chodźmy do naszej kawiarni na lody. Harry na pewno będzie chciał  Cię przeprosić za swoją nazbyt otwartą postawę, mam rację?
Wahała się. Pierwszy raz widziałem, że nie wiedziała co powiedzieć. Skąd nagle wzięło się w niej tyle strachu ? Walczyła sama ze sobą. Jakby chciała iść, ale coś ją powstrzymywało. Już wtedy wiedziałem, że dziewczyna skrywa jakąś tajemnicę. I jak nietrudno się domyślić bardzo chciałem ją poznać. Spojrzałem jeszcze raz na nią, a potem na Zayna. Chłopak stał lekko zmarszczony i chyba się nad czymś intensywnie zastanawiał. Widziałem jak szepta coś Klarze do ucha jednocześnie lustrując Jasmin. Nie podobało mi się to, ale nie mogłem nic przy niej zrobić.
- Jak się zgodzisz postawię Ci największe lody i obiecuję, że dam Ci spokój przez najbliższy tydzień. A jeśli ktokolwiek Cię jeszcze dotknie to będzie miał ze mną do czynienia, więc nie masz się czego bać. To ja jestem tu ten najbardziej umięśniony. Nikt mi nie dorówna. – przerwałem ciszę. Gdy to powiedziałem poczułem na sobie jej wdzięczne spojrzenie. Za każdym razem musiała mnie zaskakiwać. Najpierw myślałem, że jest cicha, spokojna i potulna, a okazała się być pewną siebie, opanowaną realistką. Więc o co chodziło teraz? Skąd ta płochliwość i niepewność? Powinienem się domyślić, że ta śmiała postawa to tylko taka przykrywka.
- No dobrze, ale chodźmy już stąd, zanim nas ktoś zauważy…., to znaczy chodziło mi oczywiście o wasze fanki – dodała po chwili spłoszona.
W drodze do kawiarni atmosfera była niezwykle napięta. Cisza, przerywana od czasu do czasu klaksonem jakiegoś roweru lub krzykiem biegających dzieci, była nie do zniesienia. Moje milczenie dało się wytłumaczyć, ale czemu chłopcy zachowywali się tak dziwnie? Ale przecież ja prawie nic o niej nie wiem. To jest chyba najlepsza pora na pogawędkę o zainteresowaniach.
- Bo wiesz, tak się ostatnio zastanawiałem jak o Tobie myślałem… to znaczy tak przypadkiem, bo… bo widziałem kogoś podobnego do Ciebie… nie, że myślę o Tobie cały czas…. no nieważne…. W każdym razie tak mi przyszło do głowy, co Ty jeszcze lubisz poza teatrem? – ledwo wydukałem. Trzeba będzie poćwiczyć panowanie nad głosem.
- To zależy od humoru.  Wieczorami uwielbiam siadać na parapecie z kubkiem herbaty i czytać. Zagłębiać się w różne historie, razem z bohaterami przeżywać ich przygody i emocje. Uciekać od rzeczywistości. W słoneczne popołudnia chodzę na spacery z moimi przyjaciółkami i robimy zdjęcia, albo rysujemy. Zawsze znajdę też czas na posłuchanie  muzyki.
- Na przykład czego? – ze wszystkich  sił starałem się podtrzymać rozmowę
- Szczerze, to prawie wszystkiego. Zależy od nastroju, od konkretnego utworu. Nie można się ograniczać, że  słucham tylko rocka, popu, czy metalu. A po za tym jestem zdana na to, co mi podrzucą koleżanki, bo w domu nie mogę słuchać żadnej muzyki – wraz z tymi słowami momentalnie poczerwieniała. Miałem ją dokładnie wypytać o co chodzi, ale nie zdążyłem. Nagle podszedł do nas wysoki, szczupły mężczyzna w białej koszuli. Na oko miał może trzydzieści lat. Złapał blondynkę za nadgarstek i mocno szarpnął.
- Co Ty do cholery robisz?! Chcesz żeby ojciec się dowiedział?! Co ludzie powiedzą?!  zachowujesz się jak dziwka! Już do domu! Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy – krzyczał na całe gardło wpatrując się wściekłym wzrokiem w Jasmin
- Ale ja nie zrobiłam nic złego – wyjąknęła skulona. W tej chwili została obdarowana siarczystym policzkiem.  Tego już było za wiele. Podszedłem do napastnika i po chwili moja pięść trafiła prosto w jego nos. Wściekłe, prawie czarne oczy zabiły mnie wzrokiem, ale widział, że nie ma szans.
- Louis zostaw, to mój brat – Kadir. Muszę iść. Przepraszam – szepnęła dalej łkając i pobiegła za oddalającą się sylwetką.
Wściekłość, złość, ból to wszystko się we mnie gotowało. Chciałem za nią biec, pomóc jej, zabrać od tego potwora… I pewne bym tak zrobił, gdyby nie cztery pary silnych rąk, które mnie ze wszystkich sił trzymały. O co chodzi?  Jakim prawem on uderzył Jasmin?  I czemu ona nie protestowała? Mówiłem, że rano miałem mętlik w głowie ? To jak nazwać to, co teraz w niej siedziało? Na pewno tak tego nie zostawię. Pomogę jej. Cokolwiek się nie dzieje może na mnie liczyć. Bo jej ból jest moim bólem. Jeszcze nie ogarnąłem czym jest to moje uczucie do niej. Czy można to nazwać miłością ? Przecież ja jej nawet nie znam. Chyba żeby do tego dojść, musiałbym  zagłębić się w definicje miłości, a na to dziś nie miałem siły. Na rozważanie tego typu jeszcze przyjdzie czas. Jedyne co wiedziałem, to to, że muszę chronić tą spłoszoną sarnę, bo wcale nie jest tak silna jak udaje.
- Louis, chyba powinieneś odpuścić zanim nie jest za późno. Wpakujesz się jeszcze w jakieś bagno. Będą z tego kłopoty. I to nie tylko dla Ciebie, ale dla niej też – głos Zayna przerwał ciszę. Nie mogłem uwierzyć w to co mówi.
- Po kim jak po kim, ale po Tobie bym się nie spodziewał takich słów. Sam walczyłeś, więc daj mi zrobić to samo.  Nie zostawię jej. Tak jak Klara nie zostawiła Ciebie
- Ale ona mnie kochała, a Ty czemu to robisz? – zostawiłem to pytanie bez odpowiedzi. Może dlatego, że jej nie znałem, a może dlatego, że nie chciałem jej dopuścić do świadomości.
--------------------------------------------------------------------------
Tak jak obiecałam mamy dziś rozdział 16. Wiem, że jest okropny. W 100% zdaję sobie z tego sprawę. Przepraszam Was, kochani. Po prostu…. nie umiem już tego pisać. Zabrałam się za dwa inne projekty i w tym opowiadaniu walczę z każdym słowem. Pisałam to w sumie parę godzin i przy niezliczonej liczbie podejść. Dokończę ten wątek i będę musiała się z wami pożegnać. Nie tak całkowicie, bo po skończeniu It’s never to late zacznę publikować moją Melissę. I wiem, że już pytałam, a wy nie udzielając mi odpowiedzi subtelnie wyraziliście swoją opinię na ten temat, ale udaję, że nie zrozumiałam i pytam jeszcze raz – Kto z was czytałby mojego kolejnego bloga, który jest w formie pamiętnika dziewczyny po próbie samobójczej ? Odpowiedzcie mi po prostu tak, albo nie. Bardzo was o to proszę. Standardowo dziękuję za każdy komentarz i miłe słowo. Szczerze, to gdyby nie one, to już bym tego nie pisała. Ale walczę dla was, żeby dobrnąć z tym wątkiem do końca.  Dlatego bardzo was proszę, żebyście dalej mi się tam na dole wpisywali. Tym bardziej teraz, kiedy moja wena poszła sobie na spacer po księżycu. A no tak, zapomniałabym. Obiecałam napisać coś o egzaminach. A więc angielski i matma banalne, humanistyczne średnie, lecz też w miarę łatwe, ale przyroda dla mnie to był pogrom. No i się załamałam, bo obliczyłam, że będę miała około 155 punktów na koniec. Masakra. Co prawda do mojego liceum próg jest 100, no ale przyjmują od najwyższego wyniku do wyczerpania miejsc (120). Nieważne. To chyba tyle. Następny rozdział jak się napisze, do tygodnia. No, kocham was miśki. Do napisania :*
Wasza Gabi ♥♥

14 komentarze:

Kaiss pisze...

Zacznę od tego, że będę czytała twojego kolejnego bloga :D ... I o co chodzi z Jasmin ? Nie kapuję ... Jaka patologia ;p ... Czekam NN i proszę cię aby po skończeniu tego wątku nie kończyła bloga. :D

Gabrielle pisze...

Cieszę się, że będziesz czytała kolejnego bloga. Sprawa Jasmin za niedługo się wyjaśni, na razie nic nie mogę powiedzieć ;) Nie proś mnie żebym nie kończyła bloga, bo ja nie mam wyjścia. Nie umiem już tego pisać, za bardzo zaangażowałam się w zupełnie inne rzeczy. Przepraszam.

Aleksja. pisze...

Cześć Gabrysiu. ♥
Powiem tak, prosiłaś żeby Ci nie słodzić. Być szczerą więc okej. Kocham twoje opowiadanie, kocham to co piszesz i twoje pomysły. Nie mogę doczekać się Melisy, ponieważ z naszych rozmów, albo raczej z tego co piszesz wynika, że ciekawy kawałek do czytania się zapowiada. Jednak nie odbiegajmy od Jasmine i Lou... Tak jak mówiłaś, wybrałaś sobie trudny orzech do zgryzienia, ponieważ nasz Tomlinson nie jest łatwą postacią. Czekałam na masę rozmyślań od tego kawalera, liczyłam, że pokażesz jak miota się on pomiędzy wieloma uczuciami, problemami...Nie zawiodałam się, jest pokazane jak Jasmine na niego wpłynęła, jednak mam wrażenie, że ten rozdział był pisany na siłę, tak jak mówiłaś... jakoś brakuje mi w tych słowach ciebie... Podoba mi się, zawsze mi się będzie podobać ponieważ to opowiadanie ma poziom i klasę, której wielu innym brakuje (wiesz o czym mówię), jednak straciło duszę... Czekam na następny rozdział napisany pod natchnieniem górskich wiatrów, chcę wiedzieć co za patologia dzieje się w domu Jasmine. Chcę żebyś dalej pisała i chcę żeby Lou znalazł swoje miejsce. Czekam na rozdział, którego pisanie sprawi Ci przyjemność i gdzieś między wersami znajdę słowa Gabi, które pisze bo kocha to robić a nie musi. ♥

Gabrielle pisze...

Dziękuję. Dziękuję za komentarz jak jeszcze nigdy. Masz rację, pisałam to na siłę. Nie chciałam was zawieść, chciałam się trzymać terminów... Nie podoba mi się to i niefajnie mi się pisało. Bez żadnej przyjemności. Jeszcze raz przepraszam was wszystkich i każdego z osobna. Przyznaję się, nawaliłam. Może dlatego, że za bardzo mi na tym zależy i traktuje to jako coś więcej niż tylko rozrywkę na nudne popołudnie. Żeby wyszło z tego coś dobrego, żeby odzyskało duszę nie mogę mieć terminów. Jak napiszę to będzie i mam nadzieję, że zrozumiecie. Jutro usiądę na ogródku z kubkiem ciepłej herbaty i się postaram. Zrobię wszystko co w mojej mocy żeby wrócić do was sercem. I jeszcze raz Ci dziękuję ♥

Justyśka pisze...

Rany, choć byś uważała że niektóre twoje rozdziały są do bani, bo akurat wena poszła w las, to ja i tak sądzę, że są świetne:)Lubie czytać Twój blog, wciąga mnie to i strasznie jestem ciekawa o co chodzi z Jasmin, chociaż mam już jakieś podejrzenia, co z nią może być nie tak, ale wolę zostawić je dla siebie i z niecierpliwością czekać na kolejny cudowny rozdział :P
A.. oczywiście, że będę czytała Twoje kolejne opowiadanie..:)
PS: testami się nie przejmuj, ja pisałam w tamtym roku i też sądziłam, że będzie z tego jedna wielka klapa, a okazało się, że poszło mi świetnie i dostałam się do najlepszej, renomowanej szkoły w moim mieści, dlatego nie ma się co zamartwiać.. :D
Tak więc rozdział jak zwykle BoMbA..!! :P

Patrycja_ciacho pisze...

wow super rozdział nie gadaj głupot że ci nie wyszedł jest ok. i oczywiście chciałabym żebyś pisała kolejnego bloga o tej dziewczynie co chciała popełnić samobójstwo mam nadzieję, że się nie obrazisz jak dodam że chyba będę wolała czytać tamto opowiadanie bo ja już po prostu takie lubię i czekam na zakończenie tego bloga nie żebym chciała żeby się skoczył ale wiem że to jest nie uniknione. Pozdrawiam i zapraszam do siebie http://onedirectionhistorie.blogspot.com/

Vick pisze...

Powiem tak: znasz moją opinię, ale i tak napiszę komentarz. Nie obrazisz się za to, prawda? :D
To jest świetne. Tym bardziej, ze wiem co jest nie tak z Jasmine i znam ideę, która jest naprawdę dobra i niestandardowa. Nie chcę żebyś to kończyła i dobrze o tym wiesz. Ale... wiem jak to jest pisać na siłę. Ja w takim momentach po prostu robię przerwę, ale Ty nie chcesz ich zawieść - rozumiem. Ale może przemyśl zawieszenie historii Lou? Jestem jednym z tych szczęśliwców, którzy znają planowane zakończenie i... i wiem, że będę płakać. Nie lubię płakać ;p Ale... jeśli naprawdę nie widzisz sensu, to przecież wiesz, że ja Cię rozumiem.
Melissa. Zdaję sobie sprawę, że przeskok z jej charakteru do Lou jest trochę drastyczny. Wiem to, przecież moja Florette i mój Lou to też są dwa różne światy. Ale... nie wiem, wydaję mi się, że ją piszesz pod jakimś natchnieniem. Może daj Lou czas, dopóki masz wenę na Mel? Myślę, że Louie w twoim wykonaniu byłby jeszcze lepszy, gdybyś dała temu czas i nie robiła nic na siłę. Odważę się stwierdzić, że już trochę poznałam Lissę, więc powiem Ci, że nie wszyscy będą ja czytać, ale na pewno zyskasz czytelników, którzy ją docenią i pokochają. Tak jak ja.
Jezuniu, strasznie się rozpisałam, przepraszam Cię. Tym bardziej, że moją opinie znasz, chociaż może nie całą. W każdym razie tu masz czarno na białym.
Czekam na nn! xoxoxo

Szczególnie niewidoczna . pisze...

Bardzo podoba mi się twój blog. Choć jest tak bardzo podobny do innych to jednak jest w nim coś co przyciąga jak magnes czytelnika. Zafascynowała mnie ta historia i tutaj nie chodzi o styl jakim piszesz czy bohaterów, swoją naturalnością zostawia jakiś uszczerbek lub wspomnienie w głowie i chce się czytać i czytać. Jeśli chcesz na prawdę z tym skończyć, to nikt ci nie zabrania, bo to tylko i twój wybór, ale później zapewne będziesz żałować kiedy następne opowiadanie nie będzie miało tego przysłowiowego "czegoś" w sobie przez co straci magię jakie ma to opowiadanie.
Jednakże rób co chcesz. I bardzo mi się podoba mimo wszystko.

Gabrielle pisze...

Naprawdę Ci dziękuje. Takie komentarze jak ten niezwykle podnoszą mnie na duchu i gdy wydaje mi się, że dalsze pisanie nie ma sensu, to wybijają mi to z głowy ;) Ciekawa jestem, czy Twoje podejrzenia co do Jasmin są słuszne. No cóż, za niedługo się przekonamy ;) Co do egzaminów na razie o tym nie myślę. Poczekamy, zobaczymy ;)

Gabrielle pisze...

Dzięki <3 Nie wyszedł dobrze, no ale ok ;p Następnego bloga będę pisała na pewno, ale zacznę dopiero tak na początku czerwca, może pod koniec maja ;) Ja też o wiele bardziej lubię pisać tamto i cieszę się, że będzie miało czytelników ^.^

Gabrielle pisze...

I czemu moja droga nie napisałaś mi tego wszystkiego wcześniej na GG, co? Teraz zaczęłam się zastanawiać nad zawieszeniem tego za jakiś czas. Bo... ten nowy rozdział, który już czeka na Ciebie, gotowy do sprawdzenia, znowu pisało mi się lekko i z przyjemnością. Muszę to przemyśleć. Trudno mi się będzie rozstawać z It's not to late. Nie wiem, co zrobię. Wiem, że nie wszyscy pokochają Lissę. Ba, zdaję sobie sprawę, że mało kto ją pokocha. Ona jest bardzo specyficzna. Ale chcę ją pokazać, podzielić się nią... Oj dobrze, że się rozpisałaś, bo nareszcie wiem co dokładnie myślisz. Dziękuję Ci <3

Gabrielle pisze...

Jejku jakie to miłe. Aż nie wiem co odpowiedzieć. Melissa (planowany drugi blog) jest zupełnie inna. Nie można jej do tego porównać, bo to dwie różne bajki. Zaczynam się zastanawiać, czy nie zostawić tego opowiadania, jako takiej odskoczni. Zastanowię się nad tym. A na razie dziękuję komentarz ^.^

Forever Young pisze...

Khem khem. Siedzę sobie. Od dobrych piętnastu minut tak siedzę i ciężko zastanawiam się co mam niby napisać. Bo mogą być dwie wersje. Pierwsza standardowa 'Gab no co Ty, weź nie zamykaj bloga i nie kończ go bo to taka fajna historia' Druga bardziej realistyczna 'Gab? Zrób to co podpowiada Ci dusza bo jeśli masz coś pisać na siłę tylko po to by zadowolić odbiorców to to nie ma większego sensu'. Tak Gabi, to nie ma sensu gdy zaczyna się produkować coś bo wiążą nas niezapisane nigdzie umowy i obietnice. Opowiadanie ma moc wtedy gdy piszesz to przede wszystkim dla siebie, gdy realizujesz się w tym co robisz i gdy przelewasz to wszystko co gdzieś tam się kołacze głęboko w tobie. Tylko, że później nagle, niepodziewanie może się okazać, że zaczynasz za tym tęsknić. Porzuciłam tak jedną historię, włożyłam w nią całą siebie. Dusze, serce, łzy. Nigdy wcześniej i nigdy później nie napisałam nic tak dobrego. Pod wpływem chwili jednak odpuściłam i skasowałam cały blog. To był błąd.
Poradzę Ci Gabi żebyś zrobiła sobie przerwę, żebyś spojrzała na to z perspektywy czasu. Może będziesz chciała do tego powrócić gdy zmęczenie już przejdzie? Tak, zawieszenie to najlepsze rozwiązanie.
Co do opowiadania to nie widzę by było próbą siłową. Ładnie z tego wybrnęłaś. Zainteresowałaś do dalszego czytania. Aktualnie Jasmin i jej brat wpasowują mi się dziwnym trafem w te wszystkie Muzułmańskie stereotypy. Islam i te sprawy. Może K to jakiś typowy fanatyk religijny? To nie musi być od razu jakaś patologia. W ogóle śmiałabym się gdyby się okazało, że Jas ma już męża, albo nawet dziecko lol ale ja zawsze po największej bandzie lecę xD Lubię zwyczajnie wprowadzać ludzi w skrajne emocje ^.^
Ja już mówiłam poprzednio, że bardzo chętnie będę śledzić nowy blog bo naprawdę widzę w tym niemały potencjał.
W ogóle Lou jest słodki, prawda? Ale masakrycznie ciężko się o nim pisze, trzeba ciągle uważać na to by go nie spłycić niechcący. Pewnie dlatego tak mało ludzi się za to zabiera.
Całuje. Young.

Gabrielle pisze...

Naprawdę Ci dziękuję Young. Nie umniejszając wartości żadnych komentarzy wolę takie szczere rady od tych słodkich, milutkich standardów. Wasza trojka: Ty, Vick i Aleksja naprawdę dajecie mi do myślenia. Napisałam przedwczoraj nowy rozdział. Znowu słowa same przychodziły do głowy, ale nie mam pewności, czy sytuacja z brakiem weny się nie powtórzy. Może coś ze mną jest nie tak, ale jednego dnia umiem pisać, a drugiego nie. Nowy blog, tak jak już mówiłam pojawi się pod koniec maja, lub na początku czerwca. Napisałam już 6 postów i obecnie największy problem mam z nazwą, która w pełni by określała moją Lissę. Ja też jak nietrudno się domyślić uwielbiam Lou, ale pisanie o nim to jedno z większych wyzwań w moim życiu. Jeszcze raz Ci dziękuję i mam nadzieję, że następnym postem Cię nie zawiodę.

Prześlij komentarz