Dreams are renewable. No matter what our age or condition, there are still untapped possibilities within us and new beauty waiting to be born.

-Dale Turner-

piątek, 4 maja 2012

Like a cat in a bag, waiting to drown


Piosenka  od Vick :D 




Rozdział 18

Siedziałem na brzegu tego jeziora już ponad pół godziny. Na zewnątrz było tak spokojnie. Lekki wiatr tańczył walczyka z zieloni koronami topoli i jesionów, sowy odbywały swój planowy koncert, a księżyc jak co noc przeglądał się w gładkiej, granatowej tafli. A pośród tego wszystkiego ja. Ja z burzą w mojej duszy.  Stary, beztroski, roześmiany i optymistyczny Tomlinson został przyduszony przez… właśnie przez co?  Przez problemy prawie obcej dziewczyny. O ironia losu. Gdy byłem potrzebny rodzinie, dawnym przyjaciołom moje oczy były zamknięte. Egoistycznie izolowałem się w swoim małym światku. Przecież ja mam karierę, koncerty, na tym się muszę skupić – myślałem. Ale teraz wszystko się zmieniło. Dla tej nieznajomej byłem gotów oddać życia. Chciałem jej bronić przed całym złem tego świata. Wystarczyło parę tygodni, żeby stała się dla mnie kimś tak ważnym. Kilkadziesiąt rozmów o niczym, sto spojrzeń w oczy i dwieście uśmiechów. Tak niewiele, a tak dużo. Siedząc tak przypominały mi się wszystkie tak na pierwszy rzut oka nic nie znaczące momenty.  Próby do naszego przedstawienia. Temat jakby stworzony dla nas.  Młody pastuszek Dafnis i pastuszka Chloe, którzy  poszukują odpowiedzi na pytanie czym jest miłość. Tacy niedoświadczeni, niepewni, nieśmiali. Wiele razy udawałem, że coś mi nie wychodzi, tylko po to, żeby jeszcze raz to przećwiczyć. Nieraz po takiej próbie wychodziliśmy do jakiejś kawiarni. Jasmin otwierała się przede mną coraz bardziej. Były tematy, które omijała szerokim łukiem, ale ja to akceptowałem. Miała prawo do swojej prywatności. Przy niej stawałem się innym człowiekiem. Dała mi to czego tak bardzo szukałem. Szacunek. Ciągle gdzieś tam był pasiasty, tęczowy Lou, pełen dobrej energii i kipiący optymizmem, ale chodzi o to, że rozmawialiśmy na wszystkie tematy. Uzależniałem się od niej coraz bardziej, choć znaliśmy się tylko miesiąc. Ćpałem jej łagodność, naturalność i mądrość.  Tak bardzo się bałem tego co mi miała do powiedzenia. Nagle w krzakach coś się poruszyło. Niewielka, zakapturzona kobieta podbiegła do mnie, nerwowo rozglądając się na boki. Już miałem zacząć wykłaszać mój monolog, który tak dawno sobie ułożyłem, lecz kiedy światło księżyca padło na jej twarz, zorientowałem się, że to wcale nie na nią czekałem.
- Jasmina nie mogła przyjść. Prosiła, żeby Ci to przekazać. A teraz przepraszam, ale muszę wracać, zanim ktoś zauważy, że mnie nie ma. – wyszeptała i już jej nie było. Zostałem sam z małą, białą, gładką kopertą. Strach pomieszany z zaciekawieniem spowodowały, że moje serca zaczęło jeszcze szybciej bić. Szybkim ruchem ją otworzyłem. Zwykła kartka zapełniona czarnymi znaczkami. Niby nic wielkiego. Niby.

Drogi Louisie
Na samym początku chciałam Cię bardzo przeprosić za to, że nie zjawiłam się osobiście, ale nie mogłam. Piszę ten list głównie po to, żeby Ci podziękować. Jeszcze nikt nigdy się tak o mnie nie troszczył. Źle Cię oceniałam. Myślałam, że jesteś jednym z tych zapatrzonych w siebie gwiazdorów, którzy myślą, że mogą wszystko. Dałam się zwieść głupim stereotypom i teraz bardzo Cię za to przepraszam. Naprawdę dobry z Ciebie człowiek, Lou. Żałuję, że nie mieliśmy okazji się bliżej poznać. Coś czuję, że może nawet byśmy się zaprzyjaźnili. Niestety więcej już się już nie zobaczymy. Rezygnuję ze studiów i wyjeżdżam do kraju mojego ojca – Maroka. Nie ma mnie dzisiaj z Tobą, bo właśnie teraz siedzę w samolocie. I tutaj nadszedł czas, żeby Ci wszystko wyjaśnić. Louis, ja wyjeżdżam, bo taka jest wola Allacha. Tak, jestem muzułmanką. Mam nadzieję, że to Ci wszystko rozjaśni. Wybacz, że nie powiedziałam Ci o tym wcześniej, ale nie chciałam, żebyś zaczął mnie jakoś inaczej traktować. Nie wyjeżdżam do Maroka na wakacje, czy w odwiedziny. Za dwa tygodnie wychodzę za mąż za syna przyjaciela mojego ojca. Z opowiadań taty wiem, że Abdul to naprawdę porządny, uczciwy i pracowity człowiek. Nie musisz się o mnie dłużej niepokoić. Będę w dobrych rękach. Pewnie, ze trochę obawiam się tego małżeństwa, ale moja matka też poznała ojca w dzień ślubu i do dziś są szczęśliwym, zgodnym związkiem.
 Nasza religia nie uznaje czegoś takiego jak przypadek. Każdy człowiek staje na naszej życiowej ścieżce w jakimś celu. Długo się zastanawiałam dlaczego Allach nas ze sobą poznał. Herbata wystygła, pióro wyschło, a ja dalej nie wiedziałam. A odpowiedź jest przecież taka oczywista. Mimo że tak krótko się znaliśmy, wniosłeś w moje życie radość. Nauczyłeś mnie, że nie można ciągle siedzieć nad książkami i izolować się od ludzi. Nauczyłeś mnie jak się uśmiechać. Ale to jeszcze nie wszystko. Historia waszego zespołu pokazała mi, że warto walczyć o swoje marzenia. Wynegocjowałam pozwolenie na podjęcie dalszych studiów, tam, w Maroku. Co prawda nigdy nie zostanę aktorką, ale będę mogła uczyć sztuki w tamtejszej szkole. Jest to i tak o wiele więcej, niż mogłam oczekiwać i chyba nigdy nie odwdzięczę się mojemu mężowi, za to że się na to zgodził.
Znając Cię podejrzewam, że i tak będziesz się o mnie niepokoił. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego,  co Europejczycy mówią na nasz temat. Krytykują islam i traktowanie w nim kobiet. Uważacie, że dzieje nam się krzywda, ale wcale tak nie jest. To, że jesteśmy traktowane inaczej niż to się przyjęło w krajach chrześcijańskich, nie oznacza, że to jest złe. My stosujemy się tylko do słów Allacha, który przecież chce dla nas jak najlepiej. Utarło się, że każdy muzułmanin katuje i pomiata swoją żoną. Lecz czy u was nie ma takich przypadków? To czy człowiek jest dobry, czy zły nie zależy od religii. Nie zależy nawet od charakteru, bo przecież nikt nie rodzi się z czarnym sercem. To otoczenie, środowisko może tak zniekształcić sumienie człowieka i wydrzeć mu jego człowieczeństwo. Każdy dostosowuje się do panujących warunków. To taka obrona. Nie, nie usprawiedliwiam, ale próbuję zrozumieć. Zgadzam się, niektóre wersety Koranu są tak sformułowane, że można je zinterpretować w dwojaki sposób, jednak nie ujednolicajmy. Tam będzie mi o wiele lepiej, ponieważ nie będę się musiała więcej tłumaczyć i poznam ludzi takich jak ja. Czuję, że to właśnie mój dom.
Na sam koniec chciałam Ci życzyć dużo szczęścia i… ludzi, którzy Cię zobaczą. Zobaczą prawdziwego Louisa Tomlinsona – inteligentnego, wrażliwego, uroczego optymistę z pasją, a nie zespołowego błazna. Odkryj się przed nimi, tak jak to zrobiłeś przede mną. Wcześniej bym nie przypuszczała, że oprócz żartów i przyziemnych tematów, potrafisz poruszać sprawy takie jak polityka, sztuka, czy nawet problemy egzystencjalne. To my sami się kreujemy w społeczeństwie. Od nas zależy za kogo nas wezmą. Myślę, że wszyscy jeszcze bardziej by Cię pokochali gdybyś im pokazał swoją drugą twarz. Trzymaj się tam cieplutko i żyj tak, żebyś niczego nie żałował.
Jasmina
Nie wiedziałem co o tym myśleć. Jasmin właśnie dostarczyła mi brakującego elementu tej układanki. Wszystko stało się takie jasne, oczywiste. I co teraz? Wszystko wróci do normy? Na pewno nie od razu. Ale widocznie tak musi być. Ona będzie tam szczęśliwa, a ja kiedyś też sobie ułożę życie. W końcu nic między nami nie było.  Chyba wyolbrzymiałem. Tak bardzo potrzebowałem drugiej osoby, że sobie to wmówiłem. Przecież nie można się zakochać tak od pierwszego wejrzenia. Nie kocha się za wygląd, lecz za całokształt. Trzeba poznać, oswoić… Oj, Tomlinson, Tomlinson, tylko Ty mogłeś uwierzyć w taką bajkę. Naoglądałeś się Disneya i teraz masz za swoje. No ale już będzie dobrze.  Po cichu, żeby nikogo nie budzić wszedłem do domu. Było już sporo po pierwszej. O Zayn znowu spał na kanapie.  Ostatnio bardzo często kłócili się z Klarą. Już parę razy się pakowała, ale zawsze zostawała. Martwiłem się o nich. Bardzo się kochali, ale czasem to za mało. Obydwoje równie wybuchowi i nieustępliwi. Jak te pozory mylą. Gdy poznałem Klarę wydawała się być taka spokojna i opanowana. Dopiero potem pokazała pazurki. Ale co ja na to mogłem poradzić. Może i dobrze, że nie było tak idealnie. Gdyby byli tacy zgodni i wiecznie słodcy, to w końcu by się sobą znudzili. Jak to kiedyś mi ktoś niezwykle mądry powiedział ,,  Czasem przychodzi burza, ale problemy są po to, żebyśmy byli w stanie docenić piękne chwile. Poza tym każda burza ma to do siebie, że prędzej czy później przemija, a potem zawsze wychodzi słońce”. Cóż, mogłem mieć tylko nadzieję, że gdy ich burza przeminie, ciągle jeszcze będą mieli siłę, żeby przy sobie trwać. Jeszcze raz spojrzałem na zmarszczoną twarz Malika i udałem się do siebie na górę.
 Obudziły mnie głośnie krzyki. Tak, znowu to samo. Już miałem tego powoli dość. Jeszcze chwila i to ja się wyniosę.
-  Co Ty sobie wyobrażasz, co?!  Że wystarczy to, że jesteś TYM Zaynem Malikiem i dlatego możesz wszystko?!  Ja mam już tego serdecznie dość!  Ja nie jestem Twoją sprzątaczką ! Czy to aż takie trudne pozmywać te cholerne naczynia?! Tak, jeszcze rączki jaśnie panu by się zmęczyły! Wybacz kotku, że chcę, żebyś się tak przemęczał. – wysoki, damski głos rozniósł się po całym mieszkaniu
- Przepraszam Cię bardzo, moja droga, wiedziałaś na co się piszesz. Ja mam próby, spotkania z fanami, nagrywanie płyty. Chciałem zatrudnić gosposię, to powiedziałaś, że nie będzie Ci się obca baba panoszyła po domu – zripostował Mulat
- A myślisz, że ja nie mam swoich zajęć?! Ale wiesz co?!  Wiem jak możemy rozwiązać ten problem. Możesz sobie dzwonić po tą Twoją gosposię. Mam nadzieję, że dobrze się Tobą zajmie. Ja już dłużej nie mam zamiaru tego robić. Mam siedemnaście lat i powinnam bawić się na imprezach i szaleć ze znajomymi, a nie prasować i gotować piątce gwiazdorów. Wyprowadzam się i tym razem już mnie nie powstrzymasz. – oznajmiła. Tupot na schodach i trzaśnięcie drzwiami. Zwlokłem się z łóżka i poszedłem na dół. To było naprawdę chore. Sprzeczali się o takie drobnostki. Niepozmywane naczynia, niewyrzucone śmieci, nierozwieszone mokre ręczniki… Czy warto przez takie bzdury to wszystko niszczyć? Zayn siedziała na kanapie z kamienną twarzą. Przez ostatnie tygodnie nauczyłem się, że lepiej w takich sytuacjach do niego nie podchodzić, bo gryzie. Skierowałem się więc do kuchni i zrobiłem sobie płatki. Wziąłem zieloną miskę, usiadłem na kanapie i ignorując przyjaciela włączyłem telewizor. Po chwili rozległ się głośny stukot informujący o tym, że walizka Klary jest już gotowa.  Chłopak w jednej chwili zerwał się z miejsca i stanął jej w drzwiach.
- Klara proszę Cię. Przecież wiesz, że ja nie wytrzymam bez Ciebie. Nie pozwolę Ci wyjść, rozumiesz? – błagał ją prawie na kolanach
- Właśnie w tym problem, kochanie. Ograniczasz mnie. Ja potrzebuję czasu, żeby pooddychać świeżym powietrzem. To nie jest koniec, tylko zawieszenie. A teraz mnie puść – patrzyłem na tą scenę rodem jak z wenezuelskiej telenoweli i miałem taką ogromną ochotę, żeby to skomentować. Gdyby tylko siebie widzieli. Ludzie sami sobie stwarzają problemy.  Sadomasochiści. Przełączając kolejne kanały wreszcie natrafiłem na szukane wiadomości. Od razu rzucił mi się w oczy ogromny napis: KATASTROFA SAMOLOTU LONDYN – MARRAKESZ. WSZYSCY NIE ŻYJĄ. Duże, czarne litery powoli zaczęły docierać do mojej głowy. Przecież to właśnie ten samolot… przecież nim leciała… Dziki skowyt wydarł się z mojego gardła. A potem bezwładnie opadłem na ziemię Nie miałem już siły nawet na płacz czy krzyk. Mój ból był tak ogromny, że aż paraliżujący. Nie myślałem, nie czułem, nie żyłem. Umarłem.
Bezradność. Najgorsze ze wszystkich uczuć. Gniew czy choćby rozpacz są o wiele lepsze. Można z nich czerpać siłę. Są jak rozwścieczona bestia rozrywająca nas od środka, ale napędzają do walki. Sprawiają, że się buntujemy i chcemy z nimi wygrać. Jednak są sytuacje tak beznadziejne, że nie ma w nich miejsca na dziką furię. Nie ma na nią siły. Wtedy właśnie wpada się w czeluść nicości. Ogarnia nas bezsilność i poczucie beznadziei, które powoli, niczym najwytrawniejszy z zabójców,  niezauważenie skradają się i duszą swoim odorem. Nie ma już niczego. Nie ma serca, nie ma duszy. Zabawne. Dopiero w chwili gdy kogoś ostatecznie tracimy zdajemy sobie sprawę jak wiele znaczył.. Nie wiedziałem co będzie dalej. Ona zabrała ze sobą moją zdolność  oddychania. Zabrała wszystko zostawiając tylko puste, bezużytecznie ciało.
----------------------------------------------------------------------
I co ja mogę wam powiedzieć? Mam nadzieję, że mi wybaczycie to, że tak maltretuję tych moich bohaterów, ale co ja poradzę, że właśnie takie rzeczy pisze mi się najlepiej. Moja droga Young, czy Ty zawsze musisz mnie rozgryźć? Przez Ciebie czuję się taka przewidywalna. Ech...brak słów. Przepraszam Was, że nie odpowiedziałam na poprzednie komentarze, ale... w sumie to nie wiem czemu. Jakoś tak wyszło. Ale wy przecież wiecie jak wdzięczna wam jestem za każde jedno słowo i jak bardzo was uwielbiam, prawda? Ten rozdział, który tam u góry widzicie (ani trochę mi się nie podoba, co za nowość, prawda?)  jest ostatnim. Potem będzie jeszcze tylko epilog, taki po roku i zawieszam. Nie usuwam, nie kończę, tylko zawieszam. Wrócę do Was, o to możecie być spokojne. Nie miałabym serca tak się całkiem rozstawać. Ten blog za dużo dla mnie znaczy. Tutaj po raz pierwszy ktoś docenił moje pisarskie... nie wiem jak to nazwać, zdolności (taa jasne, talent jak stąd do Afryki, oczywiście). Bardzo Wam dziękuję, że tu ze mną jesteście. No ale nie rozpisuję się teraz, bo nie miałabym co napisać w ostatniej notce od autorki. Ostatnio zapomniałam was poprosić o komentarze i było ich mniej (i nie chodzi tu o to, że ja nie odpowiadałam, tylko samych waszych). Pewnie gdyby nie wsparcie Vick i Aleksji to bym tego rozdziału nie napisała. Dlatego proszę, żebyście zostawiali coś tam na dole. Przecież to wam zajmie minutę (już nawet usunęłam weryfikację obrazkową, żeby było szybciej), a dla mnie tak wiele znaczy. Ok, nie zaśmiecam sama sobie. Myślę, że epilog będzie w miarę szybko bo mam na niego pomysł. A i jeszcze jedno. Widziałam, że na innych blogach  tak robią, to ja też mogę, bo czemu nie? Ten rozdział dedykuję Vick i Aleksji, bo tak jak napisałam wcześniej… oj po prostu nie dałabym bez was sobie rady. Buziaki :*

Wasza Gabi ♥♥



A tu link do mojej kochanej Melissy - Do not call me Mel

8 komentarze:

Aleksja. pisze...

Jak już ci na GG napisałam...
Kolacja wystygła. Bluzka mokra. Makijaż rozmazany. Wiesz jak dobić człowieka, a teraz jem te moje zimne jajka i próbuję napisać coś z sensem, żeby nie narobić sobie wstydu pod tym geniuszem.
Chociaż wiedziałam, że Jasmine umrze, że Lou będzie cierpiał i czułam, że jest ona muzułmanką to w głębi duszy, gdzieś tam na dnie miałam nadzieję, że ich nie rozłączysz. No ale oczywiście Gabi się uparła i zrobiła to na co miała ochotę... No nic, słowo się napisało. Jakoś się z tym pogodzę... Gorzej z zawieszeniem bo odejdzie mi jedna, porządna lektura co mi się nie podoba, oj nie podoba. Na szczęście jest jeszcze Mel i... no wiesz o co chodzi :)
Dziękuję za taki kawał dobrej lektury Mała ale za to jak podniosłaś wysoko poziom poprzeczki to cię nie lubię! :D
Dziękuję też za dedykację i nawet nie wiesz jak się cieszę, że miałam chociaż tyci, tyci wpływ na twoją działalność artystyczną. ♥

Szczególnie niewidoczna . pisze...

Nie wiem co napisać, nie ma chyba słów jakimi mogłabym się posłużyć by opowiedzieć, co się ze mną działo kiedy czytałam ten rozdział. Tak bardzo się wczułam, że mój makijaż wraz z łzami spłyną po policzkach lądując w szklance z wodą, której pić nie zamierzam. Nie wiem jak wytrzymam bez tego opowiadania, ale jesteś świetna i nie zmarnuj talentu pisząc jedynie "do szuflady" :)

http://wiem-ze-nie-dostane-nobla.blogspot.com/

Vick pisze...

Wiesz, że Cię nie lubię? Jak możesz?! Nie no, po prostu... to jest takie dołujące. Od samiutkiego początku wiedziałam, że ona umrze, ale... ale nadal nie mogę się z tym pogodzić. Bo jak to: nie żyje? Drobna, delikatna Jasmin zasnęła snem sprawiedliwych? A Louis... przecież on ja kocha! No i przez Ciebie płacze - czytam to drugi raz, ale dopiero teraz płaczę. Czemu? Nie wiem, nie pytaj mnie. Tak... po prostu. Może opłakuje wszystkie nasze bohaterki, którym cały czas robimy krzywdę i które życie kara na każdym kroku? To całkiem możliwe. Ale jeszcze nikt oprócz Jasmin nie umarł. Jeszcze. Zastanawia mnie fakt, czemu zabraniasz mi zabijać moje bohaterki, a uśmiercasz swoje? xD No ej, tak się nie robi :D
No, ale kończąc mój przydługi wywód: po prostu Cię kocham ;p Szkoda, że zawieszasz, ale rozumiem. I dziękuje za dedykację. Ratujemy siebie nawzajem ;)
Czekam na epilog, którym powalisz wszystkich na kolana, bo wiem co się stanie ;p Ha! :D xxx

Anonimowy pisze...

To takie smutne... Płakałam. Nie spodziewałam się tego. Cały czas mam jednak nadzieję, że ona jakimś cudem wyjdzie z tego żywa, że nastąpiła jakaś pomyłka... No sama nie wiem.
A tak w ogóle, to jeszcze bardziej chce mi się teraz płakać po przeczytaniu notki od autorki... Strasznie mi przykro, że zawieszasz... Czekam teraz z niecierpliwością na epilog :)

Tośka :D

olaa.xdd pisze...

Tego, że jest muzułmanką to ja się szczerze spodziewałam, ale .. reszty tego co się stało to już nie . totalny szok . jeśli mam być szczera to jesteś trochę bez serca dla tych swoich bohaterów xd .w każdym razie nie gadaj mi tu, że rozdział jest słaby bo jest świetny jak każdy Twój ! . tyle na ten temat ;) . i oczywiście czekam na epilog . chociaż szczerze miałam nadzieję, że jeszcze trochę przy tym zostaniesz a dopiero potem zawiesisz . dałaś mi nadzieję tym, że napisałaś, że na pewno wrócisz do tego opowiadania ; d .

Van pisze...

Dziewczyno masz talent naprawdę to co tu napisałaś jest świetne, idealnie opisane. Szkoda, że umarła wgl cała jej historia była strasznie ciekawa, w sumie gdybym nie wiedziała,że umarła to miałabym nadzieje, że wróci, zrozumie, przemyśli sobie wszysko i wróci do Lou.
Szkoda, że zawieszasz :<
Mam nadzieje, że szybko wrócisz ;)

Forever Young pisze...

Po 1 nie lubię mieć racji bo choć teoretycznie przygotowuje się na najgorsze to gdzieś tam w zakamarkach samej siebie łudzę się jeszcze, że nie będzie tak źle jak to sobie przewiduje.
Po 2 wcale nie chce Cię załamywać i wcale nie jesteś przewidywalna może po prostu podobnie patrzymy na niektóre materie i tworzymy z nich kompatybilne twory? Nie wiem, zdaje mi się, że po prostu mamy podobne spojrzenia na różne tematy.
Po 3 nie wierzę i nie uwierzę, że ją zabiłaś już teraz. Istnieją dwa rozwiązania albo chcesz, masz ochotę, potrzebę, pragnienie pisania o połamanym na milion kawałków Lou (tak jak ja, co jest w moim przypadku czysta tragedią, bo każde słowo niesie mi taki ból, że później chodzę godzinami zdołowana)albo ona nie wsiadła w ostateczności do tego samolotu. Nie wsiadła bo to co napisała w liście nie jest szczerością ale tym co powinno się napisać w takim momencie, tak? Wybacz ale nie widzę w tym niej. Widzę utarty schemat. Jakieś bla bla Lou jestem bla bla bla i muszę bla bla bla. Gówno prawda wcale nic nie musiała i wydawała się na tyle mądra by tego nie zrobić więc ja wciąż wierzę w to, że ona została na tym parszywym lotnisku, siedzi z tą swoją walizką i zastanawia się co zrobić. (aż się uniosłam, przepraszam ) czytałam to wczoraj w nocy. Doszłam tylko do koperty bo stwierdziłam, że nie mam siły o trzeciej wbijać się w nastrój czysto depresyjny a przypadkiem mój wzrok wyłapał słowo śmierć i Jasmine w jednej linii. Sądzę Gab, że zostawiłaś sobie furtkę otwartą jeśli faktycznie będziesz chciała do tego wrócić. Jeśli nie i masz dość, Jasmin naprawdę tam zginęła.
O a teraz przyszło mi do głowy, że zmienisz ostateczny koncept jeśli miałabym rację chociaż w minimum. Nie rób tego <ładnie prosi xD )
DA FUQ is wrong with K&Z ? Hmm ona zachowuje się jakby bez kitu miała podniesiony poziom hormonów. Baba w ciąży. Kocham Cię i Cię nienawidzę. Przytul mnie i zejdź mi z oczu oO
W ogóle czytam ostatni akapit po raz bilionowy i mam taką gigantyczną ochotę iść tam i powiedzieć mu 'hej wszystko będzie dobrze, zobaczysz' tylko, że życie zbyt szaro bure jest by tak od razu zapaprać je milionem pastelowych barw. Oj zaczynają się wywody. Cóż nie męczę Cię już. Miłego dnia Gab i nie daj sobie wmówić, że nie jesteś wyjątkowa ;P jeśli Ty w to nie uwierzysz, to kto?

Justyśka pisze...

I co mam napisać,,, no smutno mi że zawieszasz blog, chociaż chyba to lepsze niż całkowite jego usunięcie, ;(ale mam nadzieje że szybko wrócisz tutaj..;) aa co do tego rozdziału , to bardzo mi się podoba, chociaż jak to nazwałaś bohaterzy są strasznie maltretowani. ale wtedy jest ciekawiej i przynajmniej mi lepiej się czyta, bo bardziej wciąga... cóż to zabieram się za czytanie epilogu..;)

Prześlij komentarz